Kupu Kupu Surat cz. 1 

Widok na las deszczowy ze ścieżki w koronach drzew w Sepilok - Rainforest Discovery Centre (RDC). Zdecydowanie warto odwiedzić to miejsce i spędzić w nim cały dzień.

O Borneo marzyłem od dziecka. Zafascynowany opowieściami Alfreda Szklarskiego o Nowej Gwinei i amazońskich lasach deszczowych, zasypiałem z nadzieją, że kiedyś obudzi mnie chór płazów, ssaków, ptaków i — oczywiście — owadów, nieustannie pulsujących w dusznej ciszy dżungli. Z biegiem lat to marzenie przestało być tylko dziecięcą fantazją, a stało się potrzebą — natarczywą, wiercącą w sercu.  Dzięki kilku wspaniałym osobom, odrobinie szczęścia i zrządzeniu losu Borneo od kilku lat jest częścią mojego życia. Dziś, po dwóch wyprawach na tę wyspę, nie wyobrażam sobie, że mógłbym tam nie wrócić po raz trzeci.

Zapraszam Was na wybrane wspomnienia z podróży — z motylami przez świat.

 

Mount Kinabalu
 
Najpierw kilka faktów o samym Borneo. Na wyspie stwierdzono występowanie 960 gatunków motyli dziennych. Dla porównania w Polsce obecna systematyka podaje 163 gatunki, a więc zaledwie 17% borneańskiego bogactwa. Jedna siódma z tych wspaniałych stworzeń związana jest z tzw. Sercem Borneo (The Heart of Borneo, HoB), wyżynno-górskim obszarem o powierzchni 200 tys. km2, z przepięknymi i malowniczo położonymi pasmami górskimi. Do najważniejszych motylowych hotspotów należą tutaj Kinabalu Park, wpisany również na listę światowego dziedzictwa UNESCO oraz Crocker Range National Park. Góra Mount Kinabalu, do której wzdychają wielbiciele adrenaliny na całym świecie, to także najwyższy szczyt Malezji, górujący nad krajobrazem na wysokości ponad 4 tys. metrów n.p.m. To właśnie tam znajduje się także najwyżej położona via ferrata na świecie. Trasa ferratą na Mount Kinabalu została wpisana nawet do księgi rekordów Guinessa, jako najwyżej na globie zbudowana „żelazna górska droga”.
 
Specyficzny górski krajobraz jest zarazem przyczyną występowania wielu gatunków endemicznych, a więc takich, których nie spotkacie w żadnym innym zakątku po malezyjskiej stronie Borneo. I tu jestem winny Wam wyjaśnienie. Wyspa podzielona jest bowiem na trzy części. Południe należy do Indonezji, zaś północna część do Malezji, z małym wyjątkiem, czyli Księstwem Brunei, które położone jest pomiędzy dwoma malezyjskimi stanami: Sabah w północno-wschodniej części wyspy (ze stolicą w Kota Kinabalu) i Sarawak – największym stanem Malezji, zajmującym północno-zachodnią część wyspy (ze stolicą w Kuching). Moja przygoda rozpoczęła się od stanu Sabah. Wracając jednak do HoB:  Kinabalu i Crocker Range skrywa niewiarygodną wręcz liczbę endemicznych gatunków motyli -  81! Przytaczając statystyki, można powiedzieć, że Borneo ustępuje tylko Peru, które uznawane jest za Świętego Graala lepidopterologów. Nie wiem czy wiecie, ale motyle generalnie są po chrząszczach najbardziej licznym rzędem wśród wszystkich owadów, obejmując ok. 150 tys. gatunków. Jednakże tylko 12% (17 500) z nich to motyle dzienne, reszta to ćmy. A 20% z tych 17 500 znajduje się właśnie w Peru! Dlatego jeśli kiedykolwiek nasycę się Borneo to skieruje swoje oczy zdecydowanie ku Ameryce Południowej, obfitującej w Morpho, Agriasy i inne cudowne rodzaje motyli.

Do Danau Girang Field Centre można dopłynąć wyłącznie łodzią. Stacja badawcza złożona jest z kilku chat, zbudowanych na palach. Mimo to nie chroni to całkowicie przed zalaniem. W pierwszym kwartale 2025 roku placówkę ewakuowano z powodu powodzi.

Miejsce pośrodku niczego
 

Moją docelową destynacją na Borneo była terenowa stacja badawcza Uniwersytetu w Cardiff - Danau Girang Field Centre (DGFC). Kilka chat pośrodku dżungli, do których można dotrzeć tylko łodzią, płynąc z nurtem jednej z najdłuższych rzek w Malezji - Kinabatangan. Rzeka Kinabatangan to doskonały trakt komunikacyjny i dobre miejsce do obserwacji wielu ciekawych gatunków ptaków i ssaków, których na próżno byłoby wypatrywać przez gąszcz drzew i krzewów lasu deszczowego. Z pewnością zaskakuje jej barwa – żółtobrunatna. Nie jest ona naturalnym zjawiskiem, a zanieczyszczeniem spowodowanym niekontrolowanymi spływami gruntu z przyległych plantacji palm olejowych.

W DGFC poznałem po raz pierwszy profesora Benoit Goossens, którego pasja i zaangażowanie oraz wielkie serce do ochrony przyrody pozwala studentom z całego świata prowadzić badania nad bioróżnorodnością lasów deszczowych. Co ciekawe, profesor znalazł to miejsce przypadkiem. Tropiąc borneańskie słonie natrafił na opustoszałe budynki w dżungli. Tak wykiełkowała myśl, która przerodziła się w ideę, a później w jeden z ciekawszych projektów przyrodniczych na świecie.

Danau Girang Field Centre położone jest w samym sercu mieszanego lasu dipterokarpowego (Mixed dipterocarp forest), najwyższego lasu deszczowego na świecie, w obszarze zwanym Kinabatangan Wildlife Sanctuary. Wspólnie z obszarami chronionymi Danum Valley oraz Maliau Basin stanowią one trzy najważniejsze nizinne hotspoty dla miłośników motyli. Las dipterokarpowy dominuje tu na wszystkich terenach, do 1000 m n.p.m. Prawdopodobnie ponad 80% wyspy było niegdyś pokryte właśnie tą formacją, zanim przeznaczono je na plantacje palm olejowych. O tym, że warstwy lasu sięgają tu chmur świadczy pomiar najwyższego drzewa w prowincji Sabah, o niewiarygodnej wysokości 100,8 m! Warstwowa budowa lasu ma ogromne znaczenie dla puszukiwania motyli. Część gatunków lata bowiem wyłącznie w podszycie i runie, inne w warstwie krzewów i drugiego piętra drzew, a jeszcze inne w warstwie koron. 

W mroku... Baron, Książę i Harlequin
 

Przemierzając dżunglę, na samym dole tego gęstego ekosystemu, nie jesteśmy w stanie dojrzeć wierzchołków drzew, a co dopiero motyli, które tam występują. Z kolei w warstwie runa i podszytu panuje wieczny mrok. Co jakiś czas wyłaniają się z koron olbrzymich dipterokarpów strumienie światła, niczym struny harfy zawieszonej gdzieś na nieboskłonie. Przedzierają się przez niezliczone pnącza i epifity, docierając na dno lasu. To stwarza szansę na sfotografowanie motyli, które spragnione promieni słonecznych zatrzymują się w tych słonecznych hotspotach, niczym aktorzy na deskach teatralnych, na których skierowano światło. 

Tak został uwieczniony Horsfield’s Baron (Tanaecia iapis), który wyłaniając się z mroku rozłożył skrzydła, by złapać promienie słoneczne. Z kolei paź Tailed Jay (Graphium agamemnon agamemnon), nazwany na część greckiego herosa Agamemnona, uwikłanego w historię odbicia Heleny trojańskiej, zatrzymał się na chwilę wytchnienia nieopodal naszej bazy. Agamemnon jest rzadkim gościem w ciemnym lesie. Prawdopodobnie przyleciał z nabrzeża rzeki Kinabatangan. W ciemnych i mrocznych zakątkach lasu spotkać możemy całkiem ciekawy świat. Wystarczy tylko zatrzymać się na chwilę, wziąć głęboki oddech i wpatrzeć się w tętniącą odgłosami dżunglę. Jeśli dopisze nam szczęścię ujrzymy przemykającego warana, skolopendrę, arcyksięcia Village Archduke (Lexias pardalis borneensis) czy przedstawicieli małych motyli z rodziny wielenowatych. Jeden z nich wzbudził we mnie sporo emocji. Był niczym błyszczący klejnot przemykający w ciemności. To White-spotted Harlequin (Paralaxita telesia), którego spodnia strona skrzydeł opalizuje w czerwieni i błękicie. Najpiękniej wygląda w blasku flesza. Błyszczy jak na Harlequina przystało. Niestety, gdy przymierzałem się do złapania go w fotografcznym kadrze, kątem oka dostrzegłem samicę orangutana, która skradła show na kolejną godzinę… Nim oderwałem od niej wzrok, Harlequin pofrunął w ciemną dal. Niczym w opowieści, pozostawiając mnie ze wspomnieniem jego piękna.

Zawsze warto mieć przy sobie aparat, gdyż ta sama ekspozycja może przynieść nowe gatunki, które nagle wyfruną z ciemnej dżungli. Tym bardziej, że część z nich pozostaje praktycznie niezauważona na dnie lasu, dopóki nie zostaną spłoszone. Na przykład motyle z rodzaju Amathusia, nazywane potocznie królami palm (Amathusia phidippus phidippus - Palm King) zwracają swoją uwagę wielkością (rozpiętość skrzydeł ok. 10 cm). Natomiast przy złożonych skrzydłach wtapiają się w tło liści i kory.  Uwielbiają bowiem żerować na zgniłych owocach. Są najmroczniejszymi motylami dziennymi na Borneo. W zasadzie mrok dżungli jest ich naturalnym środowiskiem. Za dnia ukrywają się w lesie, a najbardziej aktywne są późnym popołudniem, często nawet o zmierzchu. Zdarza się, że wieczorami przyciąga je światło w domostwach. Tym zachowaniem przypominają ćmy, którymi jednak nie są. Z kolei bardzo podobny tryb życia wiodą Caligo, sowie motyle z Ameryki Południowej. To nie jedyne podobieństwo do gatunków zza oceanu. Wzór na spodniej stronie skrzydeł Królów Palm przypomina z kolei Morpho.  I te cechy są uzasadnione, bowiem Amathusia należy do tej samej podrodziny co Caligo i Morpho - Morphinae.

Roślinami żywicielskimi rodzaju Amathusia  są, jak nazwa angielska wskazuje, palmy. W tym palmy kokosowe i te zwane olejowymi, jak olejowiec gwinejski, z których produkuje się olej palmowy. W samej tylko Malezji wycięto blisko 6 milionów hektarów lasów deszczowych pod plantację palmy olejowej. Statystyki mówią o ok. 5,6 - 5,8 mln ha. Tym samym Malezja jest drugim co do wielkości, po Indonezji, producentem tego surowca. By uzmysłowić Wam jak duży jest to obszar możecie go porównać do średniej wielkości europejskiego państwa, np. Litwy, Łotwy czy Chorwacji. Skutki dla ekosystemów są oczywiście dramatyczne. Zagrożone są orangutany, biruangi malajskie (najmniejsze niedźwiedzie na świecie), kuropatwokury czy słonie. Nie mówiąc o owadach, które wymierają po usunięciu ekosystemów jako pierwsze, zasiedlając często wąskie nisze ekologiczne.

Z ekonomicznego punktu widzenia plantacje olejowca gwinejskiego są jednym z filarów Malezji, oferują miejsca pracy, napędzają gospodarkę. Mimo to Malezja dba o pozostałe dziedzictwo przyrodnicze. Najwyższym stopniem ochrony (TPA) planuje się objąć aż 30% powierzchni stanu Sabah. To ponad 2,2 mln ha, czyli ok. 74% powierzchni województwa wielkopolskiego. W naszym regionie obszary o takim statusie zajmują tylko 0,4% powierzchni, a np. uprawy zbóż ponad 30%. Niezależnie od miejsca, malezyjskie czy polskie monokultury stanowią poważną ingerencję w bioróżnorodność. Tylko nielicznie gatunki, jak wspomniany "Palm King", są w stanie zaadoptować się do zmienionych przez człowieka ekosystemów. Co wynika z ich bazy żerowej oczywiście. Co więcej, lokalnie Króla Palm uważa się za szkodnika na plantacjach, choć jego gąsienice żywią się najczęściej starymi liśćmi. 

Wracając jeszcze na moment do samych zmian środowiskowych. Naukowcy z DGFC badają, które gatunki potrafią sprostać tak drastycznym zmianom w ekosystemach, śledząc losy zagrożonych zwierząt, takich jak łuskowce czy pantery sundajskie. Miałem okazję uczestniczyć w tych badaniach, podążając jednocześnie za motylami... Te wizyty studyjne pozostawiły mnie z mieszanymi uczuciami i refleksją nad przyszłością ludzi i lasów deszczowych...

Od lewej: Udaiana cynis pryeri & Appias lyncida; Graphium agamemnon agamemnon; Tanaecia pelea; Tanaecia iapis; Lexias pardalis borneensis: Ypthima horsfieldii; Thaumantis klugius; Amathusia phidippus phidippus; Vindula erota; Cupha erymanthis; Prothoe franck; Athyma pravara helma

Motyle w mroku

green moss on brown tree branch
Motyl odpoczywa na kamiennej powierzchni.
Kolorowy motyl spoczywa na czerwonym kwiecie.
Motyl zebra odpoczywa na zielonym liściu.
Dwa niebieskie motyle na żółtych kwiatach
Mały żółty chrząszcz z czarnymi znakami na liściu.

Człowiek Lasu

Orangutany to największe zwierzęta nadrzewne, dorosłe samce mogą ważyć nawet 100 kg. Spędzają większość życia w koronach drzew, budując każdego wieczoru gniazda, swoiste łóżka złożone z gałęzi i liści, często z daszkiem chroniącym przed deszczem. Na zdjęciach samica, która oderwała mój wzrok od cudownego motyla o romantycznej nazwie Harlequin. Mimo to nie żałuję, wszak ile razy w życiu można obserwować dziką samicę orangutana, która postanowiła zejść z koron drzew w pobliże naszej bazy - stacji DGFC. 

97% DNA orangutanów jest zgodne z ludzkim, nic więc dziwnego, że w językach malajskim i indonezyjskim „orangutan” oznacza dosłownie „człowieka lasu” — „orang” to człowiek, a „hutan” las. Wystarczy spojrzeć w jej twarz, by dostrzec znajomy, niemal ludzki wyraz, który w połączeniu z zachowaniem budzi ciekawość i złudne poczucie porozumienia. Gdy zaczęła na mnie cmokać, odebrałem to jako zaproszenie do bliższego kontaktu. Nic bardziej mylnego. Zwabiwszy mnie pod drzewo, z wyraźną satysfakcją zafundowała mi „zimny prysznic”, energicznie strząsając z liści krople wody pozostawione przez niedawną burzę. Kiedy odchodziłem przemoczony, orangutanica przestała potrząsać gałęziami i jeszcze przez chwilę odprowadzała mnie wzrokiem. A mój Harlequin przepadł bez śladu — pech chciał, że nie udało mi się już sfotografować go do końca pobytu...

Puddling
 

Na Borneo stwierdzono występowanie 245 gatunków rusałek (Nymphalidae) z 78 rodzajów.  15 z nich można spotkać wyłącznie na tej wyspie. Dla porównania w Polsce występuje 75 gatunków z tej rodziny. Potoczna angielska nazwa rusałek "Brushfoots" nawiązuje do zredukowanej pierwszej pary odnóży (sprawiają wrażenie, jakby miały tylko cztery nogi). Wiele rusałek żywi się gnijącymi owocami oraz rozkładającą się materią organiczną. Tak – te motyle naprawdę lubią odchody ssaków (stanowią dla nich źródło mikroelementów!). Z naszego punktu widzenia to dobra informacja. Wiemy gdzie ich szukać. Wystarczy znaleźć odpowiednio pachnący hotspot. 

Jeśli spędzamy kilka dni w jednym miejscu warto odszukać odpowiednie miejscówki, w których można spodziewać się motyli. Gwarantuje, że taki rekonesans terenowy przyniesie lepszy rezultat, niż przemierzanie dżungli w poszukiwaniu bliżej nieokreślonego celu. Jest też bezpieczniejszy dla nas samych.  Piaszczyste, wilgotne podłoże, odchody, kwitnące krzewy i drzewa to jedne z takich miejsc. W moim wypadku był to nawet kawałek mokrego betonu, w którym wilgoć utrzymywała się stosunkowo długo, do wczesnych godzin południowych. Generalnie powinniśmy zwracać uwagę na: skraje dróg leśnych i przecinki, brzegi rzek, nasłonecznione polany, miejsca z fermentującymi owocami, wilgotne, mineralne podłoże (puddling). To właśnie ten ostatni rodzaj podłoża, jak mój kawałek betonu, może zagwarantować nam niezapomniane przeżycia. Musicie tylko uzbroić się w cierpliwość i odwiedzać te miejsca kilka razy dziennie. 

Dlaczego puddling jest tak istotny? Naukowcy, niekoniecznie amerykańscy, dowodzą, że rozpuszczone sole i minerały pobierane przez motyle mogą być wykorzystywane do produkcji feromonów (w celu przyciągnięcia samic) oraz produkcji plemników. Dlatego piją głównie panowie, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Głównym bodźcem do uprawiania puddlingu jest sód, którego brakuje w nektarze kwiatów. Sód jest niezbędny dla wielu funkcji fizjologicznych tych owadów, w tym wpływa zwłaszcza na zwiększenie sukcesu reprodukcyjnego. Sód oraz aminokwasy przekazywane są samicy wraz ze spermatoforem podczas kopulacji, co podnosi przeżywalność zapłodnionych jaj.  Samicom wystarcza sam nektar i w przypadku wielu ikonicznych gatunków dla Borneo, jak Rajah Brooke’s Birdwing (Trogonoptera brookiana) o spotkanie z płcią piękną jest znacznie trudniej. W Polsce również wiele rusałek korzysta z owadzich pubów, zwłaszcza na leśnych duktach czy górskich szlakach. W takich miejscach spotkamy mieniaki, pokłonniki czy żałobniki. Warto również przypomnieć, iż motyle pobierają płyny za pomocą ssawki, nazywanej również trąbką. Taki narząd, służący do pobierania wody, nosi nazwę Proboscis. Oznacza on nos! Dlatego angielska nazwa borneańskiego memicznego nosacza sundajskiego to Proboscis Monkey. Tym samym motyle i nosacz mają jedną ważną cechę wspólną. Trąbę. Jeśli mowa o nosaczach muszę się Wam przyznać, że pokochałem te stworzenia. Codziennie przechodziły (w koronach drzew) przez nasz obóz, wywołując uśmiech na naszej twarzy. Są bardzo łagodne, w przeciwieństwie do agresywnych i napastliwych makaków, których gang również grasował po naszej stacji.

Wracając do motyli. Na terenie stacji zlokalizowałem trzy potencjalnie miejsca puddlingu. Jedno znajdowało się przed chatą, w której mieszkałem. Na betonie przed schodami codziennie pojawiała się kałuża, która przyciągała motyle z rodziny bielinkowatych. I to nawet po wyschnięciu! Były to głównie małe i białe Forest White (Udaiana cynis pryeri oraz Chocolate Albatros (Appias lyncida). Ucieszył mnie kadr, na którym wyraźnie widać, iż nie siedzą przy jednym stoliku, zaznaczając swoją przynależność gatunkową. 

Drugi "pub" zlokalizowany był przed budynkiem z kuchnią. Często mimochodem na niego trafiałem, z racji głodu i pory obiadowej. Z odprowadzającej ścieki rury korzystały makaki, wiewiórki i… motyle, a wśród nich pazie! W obliczu cudownego Black and White Helen (Papilio nephelus albolineatus ) klęczenie na żwirze, odciski na kolanach, zdarte łokcie i smród ścieków były niczym. Efektem tych doznań jest czarno-biała fotografia jednego z najpiękniejszych i najokazalszych motyli prowincji Sabah. 

Kolejną puddlingową miejscówką w obrębie placówki była marina, a więc nabrzeże do wodowania łodzi. To piaszczysta strefa przybrzeżna przy Kinabatangan, którą uwielbiają motyle i… krokodyle różańcowe. Przy odrobinie szczęścia można było zobaczyć tam dwa ciekawe gatunki – Common Bluebottle (Graphium sarpedon luctatius), Common Jay (Graphium doson evemonides), Tailed Jay (Graphium agamemnon agamemnon) oraz oczy krokodyla, który wynurzał się z mętnej wody z oczywistym zamiarem. Na piaszczystych brzegach motyle potrafią gromadzić się w ogromnych skupiskach. Co ciekawe, wiele gatunków przyciągają również gorące źródła, których na Borneo nie brakuje. Są one bogate w naturalne minerały - zawierają jony soli sodu i potasu. Najbardziej spektakularnym przykładem zjawiska puddlingu jest narodowy motyl Malezji – jedyny i niepowtarzalny paź rajski z rodzaju Trogonoptera, o którym wspomniałem wcześniej – Rajah Brooke’s Birdwing. Skupiska samców tego gatunku mogą liczyć nawet kilkadziesiąt osobników. Tworzą spektakl znany na całym świecie, gromadząc się wzdłuż potoków i rozkładając wielkie, opalizujące na zielono „ptasie skrzydła”.

Wybierając się na obserwację motyli do lasów deszczowych pamiętajmy o ich upodobaniach. Ułatwi to Wam życie i zwiększy szansę na spotkanie wymarzonego gatunku. Wilgotne ścieżki wydeptane przez zwierzynę, brzegi strumieni czy rzek to idealne miejsce na spotkanie z owadami w środku lasu. Bogate w mikro i makro elementy podłoże jest w stanie zwabić nawet najwytrwalszych lotników, przebywających wysoko w koronach drzew. Zdechły ślimak czy rozdeptana przez słonia skolopendra? A może sam król borneańskiej dżungli pozostawi po sobie cuchnąca pamiątkę, którą będziemy mogli wykorzystać. Cudownie! Motyle to kochają. Co więcej, uwielbiają to, co na pierwszy rzut oka wydaje nam się odrzucające, np. zwilżone zwierzęcym moczem powierzchnie. Zatem jeśli już nic Wam nie przychodzi do głowy możecie zrobić dokładnie to, co mam na myśli. I czekać.

Od lewej: Graphium agamemnon agamemnon; Graphium doson evemonides; Papilio nephelus albolineatus; Polyura athamasUdaiana cynis pryeri & Appias lyncida; Papilio nephelus albolineatus; Graphium doson evemonides; Graphium sarpedon luctatius. Fotografie duże poniżej: Papilio nephelus albolineatus; Graphium doson evemonidesUdaiana cynis pryeri & Appias lyncida.

Puddlingowe obserwacje

Budzikom śmierć
Wiemy już w jakich miejscach szukać motyli w borneańskiej dżungli. Drugą kwestią jest czas obserwacji, czyli jak rozplanować sobie czas w ciągu dnia, wszak nie tylko motylami człowiek żyje. Otóż większość ciekawych gatunków zobaczymy od samego rana, czyli już w przedziale 7.00 -10.00. Dlatego warto wstać nieco wcześniej i po szybkim śniadaniu wyruszyć z aparatem na pierwszy obchód. Wraz ze wzrostem temperatury liczba motyli będzie bowiem nieco spadać i ponownie wzrastać w godzinach popołudniowych. 

Dzieje się tak dlatego, iż aktywność motyli dziennych w malezyjskiej dżungli (np. w stanach Sabah i Sarawak na Borneo) jest wyraźnie związana z temperaturą, wilgotnością i nasłonecznieniem.

Tropikalny klimat sprawia, że sezonowość owadów na Borneo jest słabsza niż w Europie, ale rytm dobowy ma ogromne znaczenie. Czasami mówi się wręcz o złotej porze obserwacji, przypadającej na godziny 8.30 - 11.30. Z moich obserwacji wynika, iż najlepsze są słoneczne poranki po nocnym deszczu. Słońce zdąży już ogrzać runo i korony drzew, by motyle rozpoczęły poszukiwanie pożywienia i patrolowanie terytoriów.  To właśnie wówczas wiele gatunków z rodzajów Papilio, Graphium czy Troides  rozpoczyna intensywne loty wzdłuż dróg leśnych i nad rzekami. Dodatkowo samce licznie pojawiają się wówczas na wilgotnej ziemi (zjawisko tzw. puddlingu, o którym pisałem w poprzednim rozdziale).

Spadek aktywności następuje pomiędzy 12.00-14.30. W pełnym upale (zwłaszcza przy bezchmurnym niebie) wiele motyli chowa się w cieniu koron, a aktywność wyraźnie spada. Wciąż można spotkać gatunki szybkie i silnie latające (np. niektóre Papilionidae), ale ogólna intensywność jest mniejsza. W głębokim lesie pierwotnym aktywność bywa bardziej rozciągnięta w czasie, gdyż temperatura jest stabilniejsza. Druga fala obserwacji przypada na późne popołudnie, między godziną 15:30 a 17:30. Jeśli oczywiście nie ma burzy. A burza zazwyczaj jest. W trakcie mojego dwukrotnego pobytu niemalże codziennie przechodziła intensywna nawałnica. Wówczas aktywność, nie tylko motyli, zamiera niemal natychmiast. Na szczęście to bardzo krótkie opady, po których las szybko budzi się do ponownego życia. Dodatkowo krótko po ustaniu opadów aktywność motyli potrafi być zaskakująco wysoka. Gdy jednak nie ma opadów popołudniami część gatunków znów zaczyna patrolować obrzeża polan, wraca aktywność przy błotnistych kałużach, oraz pojawiają się gatunki bardziej cieniolubne (np. wiele Nymphalidae z podszytu). To właśnie rusałki jest najtrudniej wypatrzeć, gdy ze złożonymi skrzydłami przesiadują na ziemi, wtapiając się w otoczenie. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Leśna Nimfa
Kiedy znajdujesz się pośrodku oblężenia przez setki moskitów, pragnących Twojej krwi, a wilgotność oscylująca w granicach 100% zalewa Tobie oczy kroplami lecącymi z czoła, trudno o koncentrację, nieruchomy nadgarstek przy obiektywie makro, a tym bardziej trzeźwość umysłu. Wszak jesteś w dżungli, w najstarszym lesie deszczowym na naszej Planecie, liczącym blisko 160 milionów lat pierwotnym ekosystemie. Nie w kurortach na Bali, nie w tętniących życiem aglomeracjach w Kuala Lumpur czy Singapurze. Od najbliższej cywilizacji, czyli małej wioski, dzieli nas 1,5 godziny podróży łodzią. Tu nie prowadzą żadne drogi. Nie ma ciepłej wody, a większość dnia spędzasz bez prądu, gdyż agregat musi też odpocząć. Takie jest DGFC, placówka badawcza, do której jednak chce się wracać. Chociażby dla takich chwil, które spędziłem obcując z duchem lasu, czyli leśną nimfą. 

Common Tree Nymph, czyli Idea stolli virgo, to gatunek, który żyje w stylu slow life. On nie lata, on majestatycznie szybuje, kołysząc się na lewo i prawo. Nic więc dziwnego, iż w malajskim języku gatunki z rodzaju Idea nazywa się „surat”, co oznacza list, szybujący kawałek papieru zdany na łaskę wiatru. Uderzenia skrzydeł Leśnej Nimfy są powolne, niczym  film nagrywany w zwolnionym tempie. Wdzięk tego motyla podczas szybowania potęguje jego wielki rozmiar, porównywalny do kartki A5. Dlatego „Kupu – Kupu Surat”, jak mówią Malezyjczycy, to „Mail Butterfly”, posłaniec wiadomości. Trudno się w nim nie zakochać, nie przystanąć w chwili zachwytu i podziwu, nawet kosztem swojej krwi, dla moskitów.

Największym przedstawicielem rodzaju Idea jest Malaysian Giant Tree Nymph (Idea lynceus), osiągający rozpiętość skrzydeł blisko 165 mm. Wszystkie Nimfy należą do podrodziny Danaidowatych (Danainane), tej samej, z której wywodzi się chyba najsłynniejszy motyl na świecie, czyli Monarch (Danaus plexippus), zwany także Danaidem wędrownym, corocznie przemierzający średnio 4,5 tys. km z Kanady do rezerwatów świętej jodły Oyamel, położonych w górach Meksyku. Nimfy nie migrują, nie muszą. Ale posiadają inną wspólną cechę dla całej podrodziny. Skutecznie odstraszają owadożerne ptaki. Tak wolno fruwające motyle byłyby łakomym kąskiem w środku lasu. Jednakże danaidy są trujące, a nawet posiadają gruczoły wytwarzające cuchnącą i piekącą ciecz. Nazywa się je czasem „milkweed butterflies”, ponieważ głównym pokarmem monarchów jest toksyczna trojeść amerykańska (ang. milkweed).

Na Borneo występuje 27 gatunków należących do tej podrodziny. Jeśli zaś mowa o gatunkach toksycznych, to ok. 5% wszystkich borneańskich motyli stanu Sabah jest niezdatnych do zjedzenia! Daje to nam jakieś 50 gatunków. Nic więc dziwnego, że nasze bohaterki szybują sobie w środku dżungli spokojnie, dostojnie, niespiesznie… nic im bowiem nie zagraża. Chyba, że siatka entomologa. Na potrzeby oznaczenia podgatunku musiałem jednego złapać. Z pewnością się dziwił, gdy liczyłem jego kropki na tylnym skrzydle, by odróżnić dwa niemalże identyczne gatunki od siebie (Idea hypermnestra vs. Idea stolli). Po tych zabiegach Leśna Nimfa wróciła na wolność i jak gdyby nigdy nic zaczęła szybować dalej, znikając i pojawiając się zza drzew, niemalże niczym duch lasu. Wszak jej wielkie skrzydła sprawiają wrażenie delikatnie mlecznych, wręcz przezroczystych. 

Miałem ogromne szczęście obserwować zachowanie godowe tych cudownych motyli. Nurtowało mnie pytanie, dlaczego Nimfy zawisają w jednym punkcie? Potrafiły tak trwać nawet kilka minut. Zupełnie jakby ktoś zawiesił je na nitce przywiązanej do wyższej gałęzi. Takie zawisanie musiało być przecież obarczone wysokim wydatkiem energetycznym. Zagadka została rozwiązana, gdy podszedłem bliżej. Okazało się, że pod każdym zawisającym motylem siedział inny, często ukryty w warstwie krzewów i niższych drzew. Wisiał samiec, a czekała na niego samica. Gdy po kilku minutach „wyczuł” odpowiedni moment, opuszczał się na partnerkę, zmierzając do kopulacji. Takie zachowanie godowe wśród motyli to dość niezwykłe zjawisko. Nie każdemu samcowi udawała się ta sztuka uwodzenia. Czasami zawodziła po prostu celność. Jednak trening czyni mistrza i po kilku nieudanych próbach motylom udawało się połączyć…

Pozostawiam Was z majestatycznymi, wspaniałymi nimfami. W kolejnym wpisie dalszy ciąg motyli z Borneo... 

Rafał

Poznajcie leśną Nimfę

Obserwuj nas na Instagramie

@ornitho.pterum

Ornithopterum.pl