Rusałka żałobnik w całej okazałości. Nowe pokolenie przychodzi na świat w lipcu. Od zimujących osobników odróżnia je jaskrawe, żywe wybarwienie, zwłaszcza żółtawej obwódki skrzydeł. Może zdarzyć się czasem i tak, że młode pokolenie spotka swoich rodziców, którzy mogą dożyć nawet 11 miesięcy!
Wczesną wiosną, gdy w lesie wciąż czuć chłód po zimie, a drzewa dopiero zaczynają wypuszczać pierwsze pąki, na leśnych drogach można czasem zobaczyć dużego, ciemnego motyla z szeroką, jasną obwódką na skrzydłach. To rusałka żałobnik (Nymphalis antiopa) – jeden z najpiękniejszych i najbardziej charakterystycznych motyli występujących w Polsce. Jego pojawienie się jest dla przyrodników jednym z pierwszych sygnałów nadchodzącej wiosny. Z kolei dla mnie wiążę się z podróżą sentymentalną do czasów dzieciństwa.
Wspomnienie tego żałobnika ciągnęło się za mną latami. Widywałem go jeszcze na ogrodzie kilka razy, gdy przylatywał do sfermentowanych jabłek, poukrywanych gdzieś w gęstej dzikiej trawie. Ale gatunek ten był bardzo rzadkim gościem na moim ogrodzie. Wiele lat przyszło mi czekać, aż odkryłem „żałobnikowe zagłębie” na leśnych drogach Puszczy Noteckiej. To właśnie tam, wśród białych brzóz, żałobne barwy widać najczęściej. Zwłaszcza teraz, na wczesną wiosnę, gdy zbudziło pierwsze pokolenie tych wspaniałych motyli.
Żałobniki z Puszczy Noteckiej bywają bardzo dorodne. Te największe osiągają rozpiętość skrzydeł nawet 8 centymetrów
Większość motyli zimuje w stadium jaja, gąsienicy lub poczwarki. Rusałka żałobnik jest jednak jednym z kilku wyjątków – zimę spędza jako dorosły motyl, czyli w stadium imago. Jesienią szuka zacisznych miejsc, w których może przeczekać mroźne miesiące. Najczęściej są to dziuple drzew, szczeliny w korze, stosy drewna, a czasem także szopy, stodoły czy nieogrzewane budynki. W takich miejscach może zimować wspólnie z innymi gatunkami, jak pospolitą rusałką pawik. Złożone skrzydła tych motyli, mimo iż bardzo ciemne różnią się jednak między sobą. Obwódka przednich i tylnych skrzydeł żałobnika jest jasna, nawet od spodu ten pas się wyróżnia. Pawik z kolei jest cały ciemny.
Poszukiwania zimujących motyli w pomieszczeniach gospodarczych na moim ogrodzie było nie lada zabawą. Gdy widziałem z daleka ciemne skrzydła za każdym razem tliła się we mnie nadzieja, iż będzie to właśnie rusałka żałobnik. Niestety niemalże w 100 procentach okazywało się, że w szopie zimowały pawiki. Jeśli dobrze pamiętam tylko raz nakryłem żałobnika, ale było to tak dawno temu, że pozostało zaledwie mglistym wspomnieniem.
Motyle mogą przetrwać zimę dzięki specjalnym substancjom chroniącym ich tkanki przed zamarzaniem. Gdy tylko na przedwiośniu pojawi się kilka cieplejszych dni, żałobniki wybudzają się z zimowego odrętwienia i wyruszają na pierwsze loty. Dlatego właśnie należą do pierwszych motyli, które można zobaczyć po zimie – często jeszcze zanim rozkwitną pierwsze kwiaty.
Mechanizm pozwalający przetrwać niskie temperatury jest bardzo podobny u wszystkich gatunków zimujących w postaci imago. Dla żałobnika największe znaczenie mają oczywiście zmiany metaboliczne i gromadzenie krioprotektantów (substancji chroniących przed zamarzaniem). W płynach ustrojowych motyla znajdują się bowiem naturalne antyzamarzacze (wielocukry i alkohole cukrowe). W tkankach żałobnika zimą wzrasta tym samym stężenie glicerolu, sorbitolu, cukrów złożonych (trehalozy) i aminokwasów o działaniu antyzamarzającym (np. proliny). Te substancje pełnią funkcję naturalnych "antyfryzów", obniżając punkt zamarzania płynów ustrojowych oraz stabilizując błony komórkowe i białka w niskich temperaturach. Obniżają tym samym punkt krzepnięcia hemolimfy (krwi owadów), zapobiegając tworzeniu się kryształków lodu wewnątrz komórek, które mogłyby je uszkodzić.
Drugim ważnym przystosowaniem do zimowania jest odwodnienie tkanek (redukcja ilości wody). Motyl wchodzi w stan częściowej dehydratacji – zmniejsza ilość wolnej wody w komórkach. Dlaczego? Bo im mniej wody, tym mniejsze ryzyko powstawania szkodliwych kryształów lodu. To kluczowy element tzw. freeze avoidance – strategii polegającej na unikaniu zamarzania (w przeciwieństwie do gatunków tolerujących częściowe zamarzanie). Ponadto żałobnik obniża tempo metabolizmu, wpadając w tzw. diapauzę zimową, hamując aktywność hormonalną i metaboliczną. Metabolizm motyla zwalnia niemalże do zera, utrzymując jedynie minimalną aktywność niezbędną do przetrwania. Jego zapotrzebowanie na energię zmniejsza się radykalnie.
Połączenie diapauzy, obecności naturalnych antyzamarzaczy oraz dehydratacji pozwala motylom przetrwać długie miesiące zimy, gdy świat wokół pokryty jest jeszcze śniegiem. Te najbardziej zahartowane, które zimują wprost w ściółce, jak cytrynek, mogą przetrwać temperatury spadające nawet do –20°C.
Ta niezwykła supermoc zimowania sprawia, iż żałobnik należy do najbardziej długowiecznych motyli. Występuje w jednym pokoleniu, od drugiej połowy lipca, z przerwą na hibernację, do czerwca! Co daje nam wynik 10-11 miesięcy życia dorosłego motyla!
Żałobniki uwielbiają zagajniki brzozowe, zwłaszcza szpalery wzdłuż leśnych dróg. Brzoza to jedna z głównych roślin żywicielskich gąsienic. Dodatkowo zraniona kora oferuje dorosłym motylom życiodajny sok
Rusałka żałobnik uchodzi za jeden z najpiękniejszych krajowych gatunków. Jej skrzydła są duże – rozpiętość może sięgać nawet 8 cm – a ich ubarwienie niezwykle eleganckie. Tło skrzydeł ma głęboki, ciemnobrązowy, niemal aksamitny kolor. Na ich krawędziach biegnie szeroka, kremowo-żółta obwódka, a tuż przed nią rząd drobnych, niebieskich plamek.
Ten kontrast sprawia, że motyl wygląda niezwykle efektownie, zwłaszcza w promieniach słońca. Właśnie od tej jasnej „żałobnej” obwódki wzięła się jego polska nazwa – przypominająca dawny żałobny strój z jasnym obszyciem. W wielu krajach europejskich posługujących się językami germańskimi nazwa tego motyla dosłownie znaczy „żałobna peleryna” („mourning cloak”). Tak jest w niemieckim Trauermantel, niderlandzkim rouwmantel, szwedzkim sorgmantel czy norweskim sørgekåpe. Nawet fińskie suruvaippa jest kalką tych germańskich określeń. Dlatego określenie to przyjęło się prawdopodobnie również w Ameryce, wraz z przybyciem skandynawskich lub niemieckich osadników.
L. Hugh Newman (1909 – 1993), brytyjski entomolog i autor wielu książek o owadach, dostrzegał w ubarwieniu tego motyla obraz dziewczyny zmuszonej do noszenia stroju żałobnego, która z przekory pozwala, by spod czarnej sukni wyglądał skrawek barwnej, radosnej tkaniny. Pozostając w klimatach Wysp, to właśnie Brytyjczycy nadali żałobnikowi najpiękniejszą nazwę, w moim subiektywnym odczuciu - „Piękność z Camberwell” („Camberwell beauty”). Pomysł na nazwę narodził się w sierpniu 1748 roku, kiedy to przy Coldharbour Lane w Camberwell odnaleziono dwa okazy motyla. Camberwell, położone na południu Londynu, zaledwie kilka mil od London Bridge, stało się dzięki temu miejscem „wielkiej niespodzianki”, jak pisał Moses Harris, który ochrzcił gatunek mianem grand surprise lub Camberwell beauty (Bretherton & Emmet, 1990).
Choć w Anglii przyjęła się nazwa „Camberwell beauty”, w języku walijskim motyl powraca do swego północnego dziedzictwa – tam nazywany jest „y fantell alar”, czyli „żałobną peleryną”. Dla mnie, po blisko 40 latach od pierwszego spotkania, żałobnik pozostaje najpiękniejszą polską rusałką. Być może dlatego, iż zawsze bliżej mi było do smutku, niż do radości. Stąd łatwo odgadnąć która postać z Harrego Pottera jest bliska memu sercu – oczywiście noszący żałobną szatę Severus Snape.
Mimo, że żałobniki wydają się bardzo ciemne, patrząc pod światło można dostrzec niezwykły odcień brązu, nadający motylowi eleganckiego sznytu
Żałobnik należy do rodziny rusałkowatych (Nymphalidae), czyli jednej z najbardziej rozpoznawalnych grup motyli dziennych. W Polsce występuje 75 gatunków rusałek, spośród 217 występujących w Europie. Dzieli się je na kilka podrodzin. Te najbardziej znane, jak pawik, pokrzywnik, osetnik czy admirał należą do właściwej Nymphalinae, czyli rusałek. Żałobnik wyróżnia się oczywiście wielkością, elegancją i nieco tajemniczym charakterem. Wspaniale również szybuje, niczym rzucony na wiatr samolot z papieru. I wiecie co, faktycznie można go uznać za króla wśród rusałek.
Nasz bohater należy do rodzaju Nymphalis, a więc innego niż wspomniane wyżej gatunki, które możecie kojarzyć zwłaszcza z rodzajem Vanessa (admirał, osetnik) czy Aglais (pawik, pokrzywnik). Żałobnikowi zdecydowanie bliżej do rusałki wierzbowca i rusałki drzewoszka. To one tworzą polskie trio rodzaju Nymphalis. Co więcej, mają identyczną wręcz biologię. Zimę przesypiają w postaci dorosłego motyla i występują w jednym pokoleniu, co sprawia, że należą do tych długowiecznych wybrańców. Po wiosennym przebudzeniu samice wszystkich trzech gatunków składają jaja pod koniec kwietnia. Czas żerowania i dorastania gąsienicy przewidziany jest na maj i czerwiec. Natomiast poczwarki żałobnika, drzewoszka i wierzbowca pojawiają się od czerwca, raczej jego drugiej połowy. Nowe pokolenie motyli wylatuje z początkiem do połowy lipca. I w ten sposób krąg życia się zatacza.
Dodatkowo, jak na rusałkę przystało żałobnik pozbawiony jest wyraźnej pierwszej pary odnóży, przez co sprawia wrażenie, że porusza się na czterech nogach. Nie ma również wyraźnego dymorfizmu płciowego. Biorąc pod uwagę wszystkie trzy gatunki, żałobnik jest z nich zdecydowanie najliczniejszy. Z wierzbowcem bywa różnie, gołożery drzew owocowych, powodowane przez tego motyla są raczej w obecnych czasach sporadyczne i występują bardzo lokalne. Jego liczebność raczej zanika w wielu krajach Europy. Drzewoszek z kolei jest w Polsce na zachodniej granicy występowania. Dlatego spotkać go możecie raczej na wschodzie Polski.
W swoim życiu widziałem wszystkie trzy gatunki. Wierzbowiec zawitał nawet raz kiedyś do mojego ogrodu, upatrując sobie jabłonie. I ty by było na tyle, więcej się nie pojawił. Drzewoszka spotkałem przemierzając Bieszczady. Jednak to żałobnik skradł moje serce na zawsze.
Miałem w swoim życiu kilka wyjazdów wyłącznie zadedykowanych żałobnikom. Wstawałem wcześnie rano, gdyż do Puszczy podróż trwa około 1,5 godziny samochodem z Poznania. Pakowałem prowiant, termos i oczywiście aparat. Na swoje fotograficzne transekty wybierałem drogi leśne przeznaczone do ruchu pojazdów, które graniczyły z wydzieleniami brzozowymi - zazwyczaj szpalerami drzew. Co roku był to pewniak. Pojawiałem się tam na wiosnę, po przebudzeniu motyli z zimowego snu oraz latem, zaraz po wykluciu nowego pokolenia.
Droga nie jest bezpiecznym miejscem zarówno dla ludzi, jak i dla motyli. Zwłaszcza, że na tych szutrowych trasach kierowcy potrafią jechać zdecydowanie za szybko, pozostawiając za sobą tumany kurzu. Co nikomu nie sprzyja, zwłaszcza rowerzystom. Tak czy inaczej fotografowanie w takich warunkach powoduje dodatkowe komplikacje i niespodziewane zwroty akcji, o czym poniżej.
Poruszając się wolno po drodze, co chwilę zatrzymywałem się na światłach awaryjnych, widząc żałobniki przed maską samochodu. Następnie biegłem z aparatem, kładąc się to na ziemi, to na skraju lasu, w lesie, albo w rowie... Pewnego razu rowerzyści, widząc mój samochód na światłach awaryjnych, otwarte na oścież drzwi i człowieka leżącego trzy metry od nich nieruchomo w rowie, rzucili mi się na ratunek. Jakież było ich zdziwienie, gdy się okazało, że leżałem nieruchomo z aparatem, fotografując motyla, który akurat usiadł sobie przy tymże przydrożnym rowie. W makrofotografii ważny jest nieruchomy nadgarstek, zwłaszcza przy czułych obiektywach, nic zatem dziwnego, że prawie nie oddychałem, a obcy ludzie pospieszyli mi z pomocą, myśląc, że zemdlałem, wydając ostatnie tchnienie po kilku metrach czołgania.
To była jedna z najzabawniejszych sytuacji, która przytrafiła mi się na wyprawie na żałobniki. Zdjęcia wykonywałem obiektywem Canon 100 milimetrów i o zmiennej ogniskowej 70-200, co wymagało naprawdę dużej precyzji. Dodatkowo żałobniki nie zawsze chciały współpracować. Siadały na mnie, na aparacie, na dłoniach, spijając mój bogaty w składniki mineralne pot...
To niestety nie jest żart. Na leśnych duktach ginie wiele motyli, nie tylko żałobników, ale i mieniaków, pokłonników i innych gatunków, korzystających z wilgotnej ziemi i zjawiska "puddlingu"
Tytuł tego rozdziału brzmi jak tani horror klasy „B” a nawet „D”. Z tą jednak różnicą, że rzeczywiście taki film wyprodukowano. To jednak wątek poboczny. Napisałem to nie bez przyczyny, gdyż wczesną wiosną żałobniki często można spotkać na leśnych drogach, szczególnie tych gruntowych. Niestety właśnie tam wiele z nich ginie pod kołami samochodów lub rowerów. Dlatego warto zwolnić, a nawet zatrzymać się, by dać motylom czas na ucieczkę. W swojej ulubionej miejscówce w Puszczy Noteckiej spotykałem wiele rozjechanych lub potrąconych motyli, czego przykładem jest film, który zamieściłem na naszym koncie Instagram (@ornitho.pterum). Trzymam na nim potrąconego żałobnika na tle gruntowej i utwardzonej drogi – śmiertelnej pułapki.
Przyczyna takiego zachowania jest dość prosta i ma związek z potrzebami fizjologicznymi motyli. Po zimie organizm motyla jest osłabiony i potrzebuje uzupełnić zapasy minerałów. Wilgotna ziemia na drogach, zwłaszcza w miejscach, gdzie zalega woda lub błoto, zawiera rozpuszczone sole mineralne – między innymi sód i potas. Motyle zlatują więc na ziemię i wysysają je wraz z wilgocią. Zjawisko to nazywa się „puddlingiem” i jest powszechne wśród wielu gatunków motyli na całym świecie. Szczególnie często robią to samce, które potrzebują związków mineralnych do produkcji spermatoforów przekazywanych samicom podczas kopulacji.
A dlaczego żałobniki lubią las, a właściwie jego skraje, polany i drogi? Wiążę się to oczywiście z roślinami żywicielskimi gąsienic, którymi są brzozy, wierzby i osiki pozostawiane na poboczach dróg leśnych. Dlatego tak istotne dla wielu leśnych rusałek jest pozostawianie w lasach gospodarczych przydrożnych drzew liściastych, pełniących rolę biocenotyczną.
Mimo, że rusałka żałobnik jest gatunkiem holarktycznym, szeroko rozpowszechnionym, obserwacje dotyczą pojedynczych osobników. Zwłaszcza w sezonie samce są terytorialne i mają swoje czatownie, krzewy i drzewa, z których patrolują teren i wypatrują samic, przeganiając oczywiście intruzów. Dlatego udając się na spacer do lasu żałobniki będziemy spotykać raczej pojedynczo. Chyba, że akurat natrafimy na wyciek soku z brzozowej kory, który przyciągnie wielu koneserów tego rarytasu. W przeciwieństwie do wielu motyli żałobnik rzadko odwiedza kwiaty. Wiosną zdecydowanie preferuje zranione drzewa, natomiast latem gustuje również w przejrzałych, sfermentowanych owocach i może zawitać do naszych ogrodów.
Las czy ogród to nie jedyne miejsca, w którym możecie spotkać tego motyla. Wielokrotnie podczas letnich wakacji widywałem go na ulicach Poznania. Na jego antropogeniczne zapędy zwrócił ostatnio uwagę również jeden Japończyk publikując daty i miejsca spotkań. Przeglądając posty na różnych motylowych grupach moją uwagę zwrócił post Kazunobu Maeda: Nawet na Hokkaido około 1989 roku nie był to motyl spotykany bardzo często, choć w zależności od miejsca można było natrafić na całkiem sporo okazów. Podobno pojawiał się w parkach w obrębie miasta Obihiro na Hokkaido, ale nawet wtedy najbliższym miejscem jego występowania była leśna droga za Tokachigawa Onsen. Dość często można go było zobaczyć, jeśli pojechało się do miejscowości Ashoro lub Kamishihoro na Hokkaido. Obecnie można nawet fotografować go przy moście Taushubetsu, gdzie dostęp jest ograniczony i wymaga zezwolenia. Jak więc widzicie żałobnik to prawdziwy kosmopolita, który zwraca uwagę na całym świecie.
Motyle póki nie rozłożą skrzydeł mogą doskonale się wtapiać w pnie drzew. Skrzydła żałobników są od spodu niemal czarne i przypominają kawałek kory. Dzięki temu, gdy motyl je złoży i usiądzie na korze, staje się prawie niewidoczny dla drapieżników. „Świeże” żałobniki, które przychodzą na świat w lipcu posiadają barwy intensywniejsze, z żółtą obwódką. Bleknie ona podczas zimowania, dlatego motyle, które widzimy w tym momencie mają zamiast żółtawych, wybielone obrzeża skrzydeł.
Podczas swoich mikrowypraw do Puszczy Noteckiej zauważyłem, że niektóre z dróg były wręcz usłane żałobnikami, które co kawałek wylatywały z lasu. Również kumulowały się w zagajnikach brzozowych. Zobaczyć tylu samotników w jednym miejscu to jak wygrana na loterii. To była najliczniejsza, jak do tej pory, z moich obserwacji. Na niewielkim kawałku drogi naliczyłem kilkanaście osobników. Przyznam się Wam szczerze, że nigdy nie spotkałem za to gąsienic, mimo, iż larwy żyją gromadnie i można je czasem znaleźć w dużych skupiskach na gałęziach drzew. Dopiero w ostatnich stadiach się rozpraszają i wędrują samotnie. Może w tym roku wybiorę się specjalnie na poszukiwania gąsieniczek?
Choć spotkanie z rusałką żałobnikiem nie należy do najczęstszych, dla wielu miłośników przyrody jest to wyjątkowy moment. Niewątpliwie ten gatunek ukształtował również moją motylową estetykę. Był moim remedium na wiele problemów i traumatycznych wspomnień. Pamiętam jako dziecko, że przy pobraniach krwi, który były dla mnie ogromnym wyzwaniem, wyobrażałem sobie, że spaceruje po ogrodzie i natrafiam na żałobnika. Wzbudzenie tych pozytywnych emocji miało przykryć negatywne doznania badań laboratoryjnych. Myślę, że mimo upływu wielu lat w tych kwestiach nadal się nic nie zmieniło ;)
Do usłyszenia!
Ornithopterum.pl